wtorek, 19 lutego 2013

Walentynkowo ;)

Z reguły nie lubię tego święta, wydaje mi się komercyjną akcją pod tytułem "Bądźmy dla siebie mili chociaż dziś" :> W tym roku zdałam sobie sprawę, że jest to dzień, gdy ludzie "by tradycji stało się zadość" jak wszyscy spędzają dzień z ukochaną osobą i jest to prowodyrem rozmowy, śmiechu i wspomnień. Czas kiedy można usiąść i po prostu ze sobą chwilę pobyć, gdzie nie mamy na to czasu codziennie. 
A są szczególnie udane, gdy ktoś sprawi nam niespodziankę, choćby najmniejszą ;) Ale od początku... 

Czekałam na powrót M. do miasta.Gdy zadzwonił że spotkamy się dopiero późnym wieczorem, posmutniałam, gdyż jakiś czas się nie widzieliśmy, a tu takie coś ;( 
Rozpoczęłam przygotowania, smęcąc pod nosem i użalając się nad sobą. 

Jedyną rzeczą sprawiającą satysfakcję,  było tylko to, że bluzeczka oversize, którą uszyłam w sumie  na tą okazję ( będzie tutotial jak taką wykonać) i fryzura wyszły dokładnie tak jak chciałam. 


Miałam na sobie :
* legginsy jeansowe z TopShopu, znalezione w SH (akurat nie ma na zdjęciu) -> 4 zł
* brzoskwiniowy oversize DIY -> nic nie kosztował, bo materiał miałam w domu
* pudrowy naszyjnik z różyczkami i perełkami ACCESORIES -> 17 zł
znany z TEGO wpisu
* "srebrne" kolczyki stożki CROPP TOWN -> 5.90 zł
* srebrną kopertówkę w formie kokardy - I AM -> 15 zł ( zaprezentowana we wpisie TUTAJ ) 

Fryzurka powstała dzięki ogromnej ilości wsuwek, prostownicy do zakręcenia wystających kosmyków, oraz wypełniaczowi do koka firmy H&M. Oto zapożyczone z internetu zdjęcie z tutorialem:
Genialna sprawa, polecam bardzo. Swój koczek umieściłam nieco niżej, niż jest to pokazane na tutorialu. Do fryzury nie użyłam nawet grama lakieru do włosów. 

Makijaż był bardzo delikatny. Cień, kreseczki, wytuszowane rzęsy , róż oraz błyszczyk i po zawodach ;) 

Szykując się tak, odebrałam telefon z wiadomością od M. żebym to ja do niego przyjechała i sprawdziła sobie SKM. Wkurzyłam się okropnie. 
Jakież było moje  zdziwienie, gdy po chwili zobaczyłam go w swoich drzwiach z wielgaśną różyczką ;)
Szczerzył zęby w uśmiechu radości, że udało mu się mnie nabrać i rozzłościć
. Spędziliśmy mile wieczór w restauracji, potem przy winie i filmie ;)

 I co najważniejsze - teraz każdy dzień wygląda jak Walentynki ;) 

Zdjęcie z maja - swoją drogą ta zima mogłaby pójść precz... 


PS. Dziękuję siostrze Oli za lekkie poprawianie zdjęć, gdyż tło domowe raczej nikogo nie zainteresuje ;) ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz